Żołna
Bielik
Orzeł przedni
Czubatka
Łabędź krzykliwy
Facebook

Zmarł Jerzy Desselberger twórca logo Azylu

Odszedł Mistrz

W dniu 07. sierpnia 2013 roku odszedł od nas Jerzy Desselberger. Dnia 16. czerwca skończył 82 lata. Przez 70 lat obserwował ptaki, czytał o nich, pisał, malował je i pielęgnował. Dla ornitologicznego światka Polski znany jako wieloletni członek Komisji Faunistycznej Sekcji Ornitologicznej PTZool. I większości polskiej braci ornitologicznej znany tylko z tej działalności. Mało kto go widział. Spotykał się tylko z garstką przyjaciół, niemal wyłącznie ornitologów. Przez ostatnich kilkanaście lat opuszczał Warszawę wyłącznie na spotkania tej Komisji. Tytan pracy, który podchodził do każdego zadania z niezwykle pedantycznym zacięciem. Codziennie zaczynał aktywność lekkim popołudniem i pracował niemal do rana, by wykorzystać spokojniejsze chwile, gdy miasto śpi. W świecie osiągnął sławę jako autor znaczków pocztowych z ptakami. Ogółem zaprojektował 178 znaczków, głównie z ptakami. Sam też na znaczek trafił. Za życia! To cudowne podsumowanie jego twórczego dorobku.

Urodził się w Łodzi, studiował Malarstwo i Grafikę na ASP w Krakowie. Ostatecznie osiadł w Warszawie. Z Krystyną Rogaczewską, życiową partnerką, prowadził przez ćwierćwiecze domowy ośrodek rehabilitacji ptaków. Mało kto wie, że na znaczku z czyżem w serii „Ptaki leśne” ukrył w listowiu jej profil. Znaczek trzeba obrócić o 180 stopni by wykryć jego tajemnicę i rozpoznać jasny profil Krystyny nad literkami „zł”. Był to setny zaprojektowany przez niego znaczek. To dzięki inicjatywie Jerzego i Krystyny powstał w warszawskim Zoo profesjonalny Ośrodek Rehabilitacji Ptaków, czyli ptasi Azyl. Lada dzień będzie otwarty nowy Azyl, jeszcze nowocześniejszy. Jerzy, Mistrz, jak go – za jego zgodą- od 30 lat nazywam, zaprojektował logo nowego Azylu. Była to jego ostatnia grafika. Gdy go o to poprosiłem uznał, że „wyszedł już z wprawy” ale „to zrobić musi”. I zrobił. W Ptakach Polski ukazał się wywiad jaki z Mistrzem przeprowadziłem pod koniec 2010 roku. Tej jesieni planowaliśmy wywiad o jego znaczkach. Miał mi zdradzić jeszcze jakieś swoje tajemnice. Ciągle to odkładał, ale ja też nie byłem bez winy, bo mogłem nieco naciskać. Wywiadu o znaczkach nie będzie!

Nocne dyskusje z Mistrzem kończyły się zwykle bardzo późno. Miał zwyczaj wtrącania w rozmowie dygresji. Wielokrotnie były później dygresje do dygresji i poboczne wątki, ale Mistrz zawsze wracał do głównego wątku rozmowy, jak gdyby nigdy nic. Umysł miał niezwykle precyzyjny. W rozmowie z nim trzeba było być bardzo skupionym. Rozumieliśmy się jak mało kto. Doskonale znał niemiecki, a we mnie miał partnera do żartów w tym języku i pochwalenia się cytatami z pamięci. Korespondował z Ursem Glutz von Blotzheim i przekazał mu cenne uwagi opublikowane w jego monumentalnym „Handbuchu”. Gdy w latach 90-tych oprowadzałem „Glutza” (tak go nazywaliśmy) po ornitologicznych zakątkach Podlasia pozdrawiałem Ursa od Jerzego, a Jerzego od Ursa, a potem musiałem zdać Mistrzowi dokładną relację z dwóch tygodni ornitologicznej wyprawy.

W trakcie rozmów latem Jerzy robił krótkie przerwy na karmienie jerzyków. Nawet gdy żyła Krystyna jerzyki były pod jego osobistą kuratelą. Ona opiekowała się resztą ptaków w domu. Każdy jerzyk miał na głowie barwną plamkę. Odcieni niebieskiego było wiele. Mistrz mnie pouczał czym one się różnią. Każdy jerzyk miał wykres wzrostu masy ciała w kolorze plamki na głowie. Dzięki temu jego rozwój był pod kontrolą i można było wybrać najlepszy moment do wypuszczenia. Ostatniego jerzyka wypuścił na wolność w dniu 22 sierpnia 2012 roku. Oto jego mailowa relacja z tego wydarzenia, oddająca precyzję myśli Mistrza:

Pani dr U-G, która onegdaj molestowała Cię na okoliczność wychowanego przez czeczeńską rodzinę jerzyka, zobligowała mnie do powiadomienia Ciebie, iż ptak w

końcu trafił do mnie, gdzie po zbadaniu, sprawdzeniu lotności i zaobrączkowaniu został "komisyjnie" (tzn. jo, pani dr, dziewczyna, która go wychowała oraz jej matka - bardzo sympatyczne osoby zresztą) wypuszczony na wolność w tradycyjnym miejscu za moim blokiem. Ptak zachował sie b. elegancko, pozostając w polu widzenia przez kilka minut, a nawet powróciwszy raz nad punkt startu, ale już na wysokości stu metrów.

 

I tym optymistycznym akcentem pozdrawiam - J.

 

 

Andrzej G. Kruszewicz

Pliki: